POLECAMY

1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (3 Votes)

12 stycznia. Rok 1874. Nowy Wiec.  Na świat przychodzi maleńka Martusia – córeczka Pauliny i Marcelego Wieckich. Spośród trzynaściorga rodzeństwa jest trzecim dzieckiem z kolei.  Sześć dni później w kościele filialnym w Szczodrowie przyjmuje chrzest. Ksiądz nadaje jej imiona Marta Anna. Jej rodzice chrzestni to Franciszek   i Barbara Kamrowscy- dziadkowie dziewczynki.

Od najmłodszych lat matka wskazuje Marcie podstawowe prawdy wiary. Uczy różnych modlitw, przekonuje o potrzebie rozmowy z Panem Bogiem, wskazuje na praktykę dobroci i życzliwości wobec otoczenia. To od swojej mamy dowiaduje się Marta o Bogu – Stwórcy nieba i ziemi, o tym, że jest wszechobecny, dostrzega dobro i zło popełniane przez ludzi, że za dobro wynagradza, a za zło, którym się brzydzi, karze piekłem. Matka przekonuje ją również, że Pan Bóg w swej dobroci daje każdemu Anioła Stróża, który opiekuje się ludźmi, by mogli trwać w dobrym.. Dzięki matce Marta żywi dziecięcą miłość ku Panu Jezusowi i Maryi. Jest rok 1876. Dwuletnia Marta ciężko choruje. Lekarze tracą jakąkolwiek nadzieję na odzyskanie przez nią zdrowia. Zabiegi lekarskie okazują się bezskuteczne. Rodzice są zrozpaczeni. Matka jednak z wielka ufnością ucieka się do Niebieskiej Lekarki – Matki Bożej z Piaseczna, ofiarowując Jej swoje dziecię. W sposób prawie cudowny następuje polepszenie i szybki powrót Marty do zdrowia. Odtąd dziecko już nie choruje. W siódmym roku życia dziewczynka wstępuje do szkoły ludowej w Nowym Wiecu. Nauka odbywa się w języku niemieckim, co początkowo sprawia jej trudność, zwłaszcza, że w domu rozmawia się po polsku, nabożeństwa w kościele, a kazania przede wszystkim, również głoszone są po polsku. Wraz z rozpoczęciem nauki w szkole, matka uczy swoje dzieci języka polskiego. Podręcznik to Pismo św. , żywoty świętych, katechizm, polskie książeczki do nabożeństwa. Marta zarówno w  domu, jak i w szkole jest pilną, grzeczną, uważną uczennicą. Odznacza się wyjątkową inteligencją. Dla koleżanek jest bardzo życzliwa i uprzejma. Nauczycielom okazuje szacunek i posłuszeństwo. Daje przykład bogobojnego życia, spieszy z posługą potrzebującym. Chwile wolne od nauki poświęca w miarę możliwości i sił na pomoc matce w domowych zajęciach, a szczególnie troszczy się o młodsze rodzeństwo. Sąsiedzi podziwiają dziewczynkę za jej pobożność, prawy charakter, dobroć serca, a przede wszystkim za wielką pogodę ducha, która udziela się otoczeniu. Marta ma 12 lat. Dwa razy w tygodniu uczęszcza na religię do kościoła  parafialnego Skarszewach. Nie udaje się tam ani samochodem, ani nawet rowerem. Odległość dziesięciu kilometrów pokonuje na piechotę. Wstaje w te dni przed 5.00 rano , by zdążyć na Mszę św. , która odprawiana jest o godzinie 7.00, a po niej odbywa się nauka religii. Marta nakłania także swoje koleżanki, by tak jak ona, wstawały wcześniej i przygotowywały się  do przyjęcia Sakramentów świętych. W drodze do kościoła rozmawia z nimi o Bogu, o Matce Najświętszej, o prawdach wiary… W katechizacji również okazuje się pilną i dobrą uczennicą. Zna na pamięć cały katechizm, a wszelkie trudności, wątpliwości pomaga jej rozwiązywać katecheta- ks. Marian Dąbrowski- wikariusz parafii.  Pomaga jej również w drodze zmierzającej do całkowitego poświęcenia się Bogu. Okres przygotowywania się do spowiedzi i pierwszej Komunii  jest dla Marty czasem szczególnego zbliżania się do Pana Boga. Z coraz większym skupieniem uczestniczy we Mszach św. Jej serce pała coraz większą miłością do Matki Bożej. Nabożeństwo do Matki Boskiej pogłębia nie tylko w kościele, ale także w domu rodzinnym, gdzie w pokoju przeznaczonym na wspólną modlitwę, na ołtarzu domowym, znajduje się figura Matki Bożej, przed którą cała rodzina codziennie wieczorem zbiera się na wspólny pacierz i różaniec.

Pewnego dnia przychodzą do Marty koleżanki i powiadamiają ją, że na strychu domowym jej dalszego krewnego Dionizego Wieckiego znajduje się figura św. Jana Nepomucena. Marta szybko uzyskuje zgodę wuja, otrzymuje od niego tę figurę, a rodzice odnawiają ją i umieszczają na cokole w przydomowym ogrodzie. Odtąd św. Jan Nepomucen staje się szczególnym patronem  i orędownikiem w niebie dla Marty, która nie tylko sama  w sobie żywi nabożeństwo do św. Jana, ale szerzy je i zachęca innych do kultu.  Gromadzi przed figurą bliskich, sąsiadów, koleżanki i ludzi starszych.. Wspólnie modlą się, śpiewają pieśni, a najczęściej ulubioną przez nich pieśń „Święty Janie z Bolesławia” Nabożeństwa te jeszcze bardziej wzmagają w Marcie gorliwość  w przygotowaniach do I Komunii Św.  3 października 1889. W kościele parafialny w Skarszewach.  Marta po odbytej poprzedniego dnia spowiedzi, przystępuje po raz pierwszy do Komunii Św.  Odtąd rozpoczyna się dla niej nowy okres życia z Jezusem Eucharystycznym. Marta przyjmuje Komunię częściej niż inni. Żyje Eucharystią.   Wiele się modli. Wszystkie wolne chwile wykorzystuje na modlitwę. Nie wystarczają jej już codzienne pacierze, nie wystarcza wspólny różaniec... Wiele wieczornych godzin po wypełnieniu swoich obowiązków domowych, spędza przed figurą św. Jana Nepomucena. Wszyscy wokół sądzą, że jest u koleżanek, tymczasem ona bez względu na pogodę,  deszcz czy zawieruchę, mróz czy zawieje śnieżne, stoi przed figurą i się modli,     a w modlitwie rozważa cel i sens swego życia., szuka sposobu, jak lepiej mogłaby służyć Panu Bogu. Swemu spowiednikowi- w dalszym ciągu księdzu Dąbrowskiemu- zwierza się z zamiaru wstąpienia do zgromadzenia zakonnego, zasięga w tej sprawie również opinii proboszcza. Piętnastoletnia Marta postanawia odpowiedzieć Bogu na Jego wezwanie do służby w zgromadzeniu zakonnym. W liście skierowanym do ks. Dąbrowskiego, prosi go, by jako kapelan, wstawił się za nią  u Sióstr Miłosierdzia w Chełmnie, by zechciały ja przyjąć  do siebie. Niestety, jest za młoda, ale po pewnym czasie sama postanawia skierować swą prośbę do sióstr.  Siostra Wizytatorka zaprasza ją  na okres Świąt Bożego Narodzenia . Marta przyjmuje to zaproszenie z wielką radością, nie martwi ją nawet fakt, iż musi zrezygnować z pobytu w domu w tak wielkie święto. Pilnie przypatruje się życiu zakonnemu, uczestniczy we wspólnych modlitwach, posiłkach, w rekreacji. Czuje się jak w niebie! Jest przekonana, że jej miejsce jest właśnie w tym Zgromadzeniu, że tu najwierniej będzie mogła służyć Bogu. Po raz kolejny jednak okazuje się, że wciąż jeszcze jest za młoda. Przepisy bowiem wymagają ukończonego osiemnastego roku życia. Otrzymuje jedynie zapewnienie przyjęcia do Zgromadzenia za dwa lata. Musi więc wracać do domu. Jeszcze gorliwiej się modli, wypełnia chrześcijańskie obowiązki. Na kilka miesięcy przed  wstąpieniem do Zgromadzenia dowiaduje się, że jej koleżanka- Monika Gdaniec- także pragnie zostać Siostrą Miłosierdzia. Pisze więc prośbę do Chełmna, ale odpowiedź jest odmowna ze względu na brak miejsca w postulacie. Wówczas  w trosce o dar powołania zakonnego swej koleżanki, pisze kolejną prośbę o przyjęcie jej i Moniki, ale tym razem do Krakowskiej Prowincji Sióstr Miłosierdzia, mimo że sama już ma zapewnione miejsce w Chełmnie. Krakowska Prowincja przyjmuje obie dziewczęta. 23 kwietnia 1892 r. W kościele parafialnym ksiądz odprawia  Mszę św.  w intencji Marty, by Bóg jej błogosławił na nowej drodze życia,  by mogła wytrwać w powołaniu aż do śmierci. Podczas Mszy, po przyjęciu Komunii św. Marta specjalnym aktem oddaje się pod opiekę Matki Bożej. Jest poniedziałek, 25 kwietnia. W długiej, serdecznej modlitwie Marta żegna się ze św. Janem Nepomucenem, w wielkim skupieniu stojąc przed jego figurą.  Żegnając się z rodziną w pobliżu figury, mówi:„ Za przyczyną św. Jana Nepomucena Pan Bóg powołał mnie do służenia Jemu. Św. Jan wyprosił mi łaski, do których dążyłam od lat, będąc wesołą i łagodną.”

O godz. 16.00 Wyrusza pociąg ze Starogardu do Krakowa. Następnego dnia  Marta i Monika pukają do furty klasztornej przy ulicy Warszawskiej 8 w Krakowie. Od pierwszych dni swego pobytu w Zgromadzeniu  Marta czuje się zobowiązana do wdzięczności Panu Bogu za łaskę powołania zakonnego i postanawia usilnie pracować nad sobą , by być prawdziwą córką Miłosierdzia, córką Św. Wincentego a Paulo. W dniach od 26 kwietnia do 11 sierpnia 1892 r. Marta odbywa w Krakowie okres zwany postulatem. Pod wpływem siostry odpowiedzialnej za formację uczy się dostrzegać cierpiącego Chrystusa w ludziach biednych, chorych, opuszczonych, kalekich. Służy im tak, jakby służyła samemu Chrystusowi. Nie lęka się powierzonej jej pracy, wszystkie obowiązki wykonuje z łatwością, nigdy nie okazując zmęczenia. Nigdy też nie trzeba jej upominać. Odznacza się wielką prostotą, pokorą i miłością. Uważa bowiem, że jej życiowym zadaniem jest służyć drugiemu człowiekowi. Kolejny okres życia Marty to Nowicjat, tzw. Seminarium. Od pierwszych dni Marta zapoznaje się z zasadami, przestrogami  i wskazaniami świętego Wincentego i stara się wprowadzać je w życie. Praktyki zakonne, ćwiczenia duchowne i modlitewnik Zgromadzenia skutecznie przyczyniają się w jej życiu do pogłębienia nabożeństwa   do Najświętszego Sakramentu, do Serca pana Jezusa, do Męki Pańskiej.  Ponieważ już w seminarium styka się z nędzą ludzką w postaci rozmaitych chorób, dlatego też pielęgnuje w sobie nabożeństwo do Matki Boskiej Bolesnej. Ucieka się do niej w różnych sytuacjach życiowych i potrzebach chorych, którym usługuje. Jej autorytetem staje się sylwetka Joanny Dalmagne- siostry żyjącej w XVII w. , a zmarłej w wieku zaledwie 33 lat.  Jej sposób życia, praktyka cnót chrześcijańskich i zakonnych , wierność duchowi św. Wincentego, dodatnio wpływają na życie Marty. Siostra Joanna staje się dla niej wzorem do naśladowania. Marta jest nią wprost urzeczona! Od czasu Seminarium u siostry Marty pojawia się pragnienie, by umrzeć młodo. Odtąd niebo staje się przedmiotem jej myśli i pragnień. O niebie rozmawia ze współsiostrami, z chorymi,   życzy nieba rodzicom i rodzeństwu. 21 kwietnia 1893r. Marta otrzymuje strój Siostry Miłosierdzia i z jeszcze większą gorliwością podejmuje się pracy apostolskiej wśród chorych. Chce być dobrą i pożyteczną pielęgniarką, chce nabrać umiejętności nie tylko w pielęgnowaniu chorych, ale także w przybliżaniu ich dusz do Boga., poprzez przygotowywanie  do spowiedzi, przyjęcie Komunii Św.  i  sakramentu chorych. Tej formie apostolstwa jest wierna aż do końca swojego życia. W połowie 1895 roku zostaje przeniesiona do pracy w szpitalu w Podhajcach. Swoim poświęceniem się dla dobra wszystkich ludzi, bez względu na nację          i wyznanie, zjednuje sobie ogólną miłość i szacunek wszystkich, którzy się z nią stykają.  Do jakiego stopnia potrafi sobie zjednać ludzkie zaufanie, świadczyć może fakt, że pod wpływem jej dobroci pewien Izraelita zmienia swoją wiarę na katolicką. Rok 1899. Przełożona domu w Podhajcach powiadamia s. Martę, że z woli Wyższych przełożonych zostaje przeniesiona do Bochni, gdzie nadal będzie pracować, pielęgnując chorych. W sposób godny podziwu poświęca się w dzień i w nocy chorym,  którzy pod jej wpływem oczyszczają swoje sumienia, przyjmują Komunię św. , a przede wszystkim traktują swoje cierpienie jako zadośćuczynienie Panu Bogu za popełnione grzechy. Pewnego dnia podczas modlitwy siostra Marta dostrzega krzyż, z którego wydobywają się promienie. Słyszy następujące słowa: „Znoś córko cierpliwie wszystkie oszczerstwa i posądzenia, pracuj dla swoich . wkrótce zabiorę cię do Siebie…” Jakiś czas później siostra Marta zostaje pomówiona. Jeden z pacjentów donosi miejscowemu proboszczowi, iż s. Marta poczęła dziecko, a jego ojcem jest Jan Nosal, któremu siostra Marta okazywała w szpitalu wiele troski. Martę spotyka wiele nieprzyjemności, cierpi. Wielu z jej otoczenia wierzy w te brednie. Jedynie siostra przełożona nie daje wiary oszczerczym zarzutom. Dopiero na łożu śmierci ów oszczerca odwołuje to, co powiedział. Siostra nadal poświęca się chorym, służy drugim  przedziwną dobrocią, cierpliwością i wyrozumieniem. Z woli wyższych Przełożonych przybywa do Śniatynia. Pracuje w miejskim szpitalu. Spędza całe dnie w salach szpitalnych, w zaduchu chorób i środków dezynfekcyjnych, w atmosferze gorączkowych majaczeń, pooperacyjnych jęków, wśród niecierpliwych ludzi, dla których poza własną dolegliwością,  wszystko inne przestaje być ważne.  Trwać w czymś takim jest trudno, ale nie siostrze Marcie, która mimo wszystko potrafi być wesołą, bez końca cierpliwą i ofiarną. Troszcząc się o to, by być coraz wierniejszą córką  św. Wincentego, dba nie tylko o ciała chorych,  ale i o ich dusze. Wiele czasu poświęca na uczenie chorych katechizmu, na czytanie religijnych książek, a przede wszystkim na przygotowanie do odprawienia spowiedzi z całego życia. Ma wyjątkowy dar nawracania grzeszników. Podobnie jak we Lwowie czy Podhajcach, do szpitala w Śniatynie zgłaszają się chorzy różnych narodowości i wyznań. Siostra Marta ma szczególną słabość do Żydów. Okazuje im wiele współczucia, rozmawia z nimi na tematy religijne, wykazuje prawdziwość wiary katolickiej, przedstawia argumenty, które skłaniają Żydów do porzucenia własnego wyznania i przejścia na wiarę katolicką poprzez chrzest. Ma opinię, że tak potrafi apostołować wśród Żydów, że na jej oddziale żaden  z nich nie umiera , nie przyjąwszy chrztu świętego.  Jest wigilia roku 1903.   Podczas łamania się opłatkiem z siostrą przełożoną, Marta oświadcza, że jest to jej ostatnia Wigilia na tym świecie. Nikt nie traktuje jednak tej wypowiedzi poważnie. Nic nie wskazuje na to,  by w najbliższym czasie siostra Marta miała umrzeć. Tymczasem  w  separatce szpitalnej wraca do zdrowia pewna niewiasta po przebyciu tyfusu plamistego. Trzeba przygotować do dezynfekcji wszystko,  z czym chora się stykała. Zadanie to zostaje powierzone pracownikowi służby szpitalnej- mężowi i ojcu rodziny. Siostra Marta postanawia go wyręczyć. Zarazki tyfusu okazują się groźne dla jej zdrowia. Już następnego dnia czuje się osłabiona, atakuje ją wysoka gorączka. Ostatkiem sił porządkuje swoje rzeczy, wiele listów i notatek pali, przygotowuje sobie strój do trumny… Choroba szybko atakuje organizm siostry.  27 maja 1904 roku przybywa do Śniatynia brat Marty- ksiądz Jan Wiecki. Udziela jej Komunii św.  Siostra Marta bardzo cierpi. Spieczone , popękane od gorączki wargi utrudniają jej mowę. Ból związany z przebiegiem tyfusu i zapaleniem płuc utrudnia jej porozumiewanie się, ale jest przytomna. 30 maja. Pod szpitalem przywarci do muru stoją mieszkańcy Śniatynia,  ci którzy korzystali z posługi siostry Marty, ich rodziny. Stoją Polacy, Rusini, Żydzi.  Nie dochodzą do nich żadne pocieszające wiadomości. Wreszcie nadchodzi upragniona przez siostrę Martę chwila. Czuje, jak coraz bardziej słabnie, wie, że to ostatnie chwile jej życia. Słychać modlitwy za konających. Siostra Marta trzyma w ręku gromnicę, powtarza z innymi słowa litanii. Lekkim skinieniem żegna wszystkich. Zaczyna się konanie. Po krótkiej chwili odchodzi z tego świata.